|
  |
Agenci wpływu w Polsce |
|
|
|
Gość_Unicorn_*
|
10/03/2006, 13:53
|
Goście

|
..czy działają albo może JAK działają i na ile skutecznie. Obserwując kolejny rejwach w stosunkach z Rosją smiem twierdzić, że działają i są bardzo skuteczni.. W końcu tradycja zobowiązuje.. Pytanie czy agenci wpływu działają tylko w kierunku wschodnim- czy patrząc z ich perspektywy zachodnim.. Tutaj nieco przekręcę ten termin i powiążę go z manipulacją i ..lobbingiem ;-) Aktualnie nasza polityka zagraniczna ma kilka głównych kierunków-USA, UE, Rosja i Europa Środkowo- Wschodnia... Jak myślicie którego z naszych polityków, ludzi pióra czy naukowców można tak tendencyjnie  nazwać "agentem wpływu". Duża część polityków lewicy mogłaby tutaj pretendować do tego miana, na czele z Kiszczakiem, Kwaśniewskim, Oleksym, Szmajdzińskim etc. Oni są o tyle ciekawi bo.. sterują na dwa brzegi-wschodni i europejski-co jak widać po stosunkach Niemcy- Rosja może być tożsame. Ale nie tylko oni są. Dużą część naukowców związanych z lewicą ale i z prawicą można by uznać za agentów wpływu- Michnik z ludzi mediów, Filar- prawnik, Moczulski... Oczywiście są to przypuszczenia w ramach psychozabawy ;-) Jednak zauważcie jedną rzecz- im bardziej ktoś próbuje atakować czy dobierać się do życiorysu autorytetom i "sławom" moralno- naukowo- kulturalnym tym większy hałas robią media tzw. opiniotwórczą z niezaprzeczalnie klimatyczną GW i Polityką  QUOTE Agenci wpływu mają za zadanie prowadzenie dywersji ideologicznej. Dwywersja ideologiczna może być prowadzona poprzez wojskowe jednostki specjalne zajmujące się wojną psychologiczną albo za pomocą propagandy. Takie działania prowadziły tylko największe służby specjalne świata, ale złoty medal trzeba tu przyznać ZSRR. Dywersja ideologiczna (jakkowiek by to śmiesznie brzmiało) to: 1.iałania mające doprowadzić do demoralizacji narodu czyli głównie podważanie wartości o które się walczy, zasiewanie wątpliwości - podwazanie wiary w siebie i wyznawane przez siebie wartości - zaszczepienie poczucia winy - to głownie domena propagandy - przekonanie przeciwnika o jego osamotnieniu i braku popracia ze strony międzynarodowej opinii publicznej - osmieszanie, wyszydzanie, wykazywanie rzekomego braku logiki w działaniu - podważanie wiary w swoje siły zbrojne i jednoczesne przekonywanie o potędze armii państwa na rzecz którego agent wpływu działa - przekonanie o bezcelowym przedłużaniu się walk - przekonywanie, że przeciwnik jest twardy, zdecydowany i gotowy na wszystko
2. Dyskredytowanie władzy, jej zwolenników i obrońców, przedsstawicieli i innych osobistości państwowych
3. Zneutralizowanie mas, żeby nie wystąpiły spontanicznie w obronie istniejącego porządku w państwie
4. Neutralizowanie wolnych wyborów i bojkotownie każdej jej formy
5. Dążenie do rozbicia dużych grup społecznych, gdzie istnieje dość skuteczna ochrona przed propagandą
6. Wprowadzać rozróżnienie między przywódcami a resztą i atakować przywódcę a chwalić resztę
7. Przewrotnie wykorzystywać wyznawane przez atakowanych wartości
8. Lansowanie postaw nagannych z punktu widzenia moralnego np: chciwości, rozwiązłości
9. Podsycanie wzajemnej nieufności w społeczeństwie
10. wykorzystanie tzw. grup kluczowych dla uczynienia z nich grup- taranów do rozbijania istniejącego systemu Za: http://forum.sztab.org/viewtopic.php?t=246...c9ceafb2ff8b4deZapraszam do podawania własnych typów  ---------------------------- ------------------------------------------------ QUOTE Elitę Korpusu Kapusiów Polskich (KKP) nie stanowili pospolici donosiciele. Byli nią agenci specjalnego znaczenia, nazwijmy ich w ślad za praktyką sowiecką (czy słusznie?) agentami wpływu. Sprawdzeni, wiarygodni, dobrze znani oficerom prowadzącym ze swoich mocnych stron i zdolności, ale również ze swoich słabości i ograniczeń. Agenci wpływu tworzyli grupę stosunkowo nieliczną, przeznaczoną do zadań dopasowanych do ich możliwości i ambicji, próżności, ale także inteligencji i chęci zdobycia sławy. Bardzo często bowiem najważniejszą formą zapłaty był poklask środowiska, pomoc w karierze i zapewnienie rozgłosu, propozycja wypromowania zasłużonego agenta w jego dziedzinie zawodowej, zwłaszcza na arenie międzynarodowej, skąd płynęły rozmaite apanaże.
Nie było ich wielu, zapewne kilkuset w skali całej Polski, ale każdy z nich był traktowany specjalnie i używany do ważnych i niestandardowych misji. Bez zwykłych, pospolitych donosicieli ich działalność byłaby zawieszona w próżni. Każdy z nich oczywiście przeszedł wcześniej przez okres wstępnego, pospolitego donoszenia, ponieważ tylko w taki sposób mogli być sprawdzeni, a bezpieka mogła zgromadzić na nich haki, zabezpieczające ich lojalność. Przykładowo, TW „Kolumb” czyli Marian Jurczyk takiego egzaminu nie zdał z powodu słabej inteligencji i pozostał zwykłym donosicielem.
Naturalnie agenci byli poddani obserwacji i stałej weryfikacji, np. Maleszka i Karkosza donosili na siebie nawzajem, przez co najmniej kilka lat, ale po tym okresie „terminowania” stawali się – dzięki swoim zasługom, inteligencji oraz przydatności – agentami wyższej grupy, agentami wpływu. Awansowali do grupy, którą się wręcz opiekowano. Wtedy mogli realizować swoje ambicje zawodowe i towarzyskie. Załatwiać porachunki osobiste. Otrzymywać wysoką zapłatę, a wszystko za pracę związaną z ich życiem zawodowym, towarzyskim i osobistym. Bezpieka natomiast uzyskiwała grupę agentów wypromowanych na kluczowe stanowiska i uplasowanych wysoko w nieformalnej hierarchii prestiżu. Ludzie uważani za autorytety zawodowe i społeczne, nierzadko traktowani wyjątkowo z racji swojej odwagi i poglądów, byli funkcjonującymi agentami SB. Taki charakter w dużej mierze miała peerelowska elita intelektualna, którą odziedziczyła III RP. Stąd obecnie masowy opór kręgów opiniotwórczych, uniwersyteckich, nie mówiąc już o mediach, przeciwko lustracji, reform PiSu i wykluczeniu z elity władzy bezpieki i jej podopiecznych.
Agenci wpływu mieli prawo do własnego zdania, jeżeli to mogło ich uwiarygodnić. Oni sami zresztą wiedzieli gdzie jest granica, której nie wolno im przekroczyć. Dostawali możliwość realizacji projektów zawodowych, zgodę na zrobienie filmu, projektu, wystawy, wydanie książki czy artykułu, założenie stowarzyszenia, albo zrealizowanie pomysłu, działalność organizacyjną i publiczną. Była to jednocześnie nagroda za ich wcześniejsze usługi i inwestycja w ich specjalną pozycję społeczną. Tworzono im legendy, pomagano w wyjazdach zagranicznych, puszczano w obieg pochlebne opowieści, podkreślano ich wyjątkowość, niezależność wobec systemu itp. Ich prawdziwa wartość miała się okazać dopiero u schyłku PRL-u, a zwłaszcza po jego upadku, w latach 1990-tych, przy Okrągłym Stole, a przede wszystkim przy uwiarygodnianiu porządku, który został wprowadzony po roku 1989.
To im władze partyjne (w Warszawie osobiście tow. A. Werblan) zaoferowały posady rektorów wyższych uczelni we wrześniu 1980 r., kiedy trzeba było dokonać wymiany na uniwersytetach i uprzedzić falę niepokoju studenckiego, która mogłaby wynieść na te stanowiska osoby niekontrolowane przez bezpiekę. To oni otrzymywali długie i bardzo dobre stypendia naukowe (na przykład stypendia Fundacji Fulbrighta), czy zgodę na długotrwałe, zarobkowe wyjazdy zagraniczne, np. paszport z prawem wielokrotnego przekraczania granicy w pierwszych miesiącach stanu wojennego. To oni występowali w telewizji, prowadzili własne programy i otrzymywali własne instytucje naukowe i kulturalne. Formy promowania były różne, w zależności od potrzeb, ale także od ambicji i pragnień agenta. Jako autorytety moralne agenci stali się bowiem niezbędnym składnikiem tworzenia ładu pokomunistycznego.
Ilu ich znamy? Czasami wymienia się kilka nazwisk, ale zawsze beż żadnych dowodów. Niekiedy snuje się domysły, ale zawsze bez żadnego materialnego poparcia. Było ich kilkuset, bardzo cennych i osobiście prowadzonych przez wysokich oficerów SB. Ich akta mogły być łatwo zniszczone, a mikrofilmy i pojedyncze oryginały znalazły się w prywatnych sejfach elity ubeckiej. Zwróćmy przy tym uwagę, jak gwałtowna jest reakcja, jeżeli ktoś z tej grupy zostanie częściowo zdemaskowany. Dobrego przykładu dostarcza Jerzy Kłoczowski (TW „Historyk”), pospolity agent-donosiciel od 1961 r. (krążą niepotwierdzone pogłoski, że także przed 1956 r.), później aktywny wśród emigracji i duchowieństwa, na KUL-u i wśród historyków, wreszcie, od lat 1980-tych, po przeniesieniu do centrali, agent wpływu, prowadzony specjalną ścieżką i specjalnie wykorzystywany już po 1989 r. Po śmierci senatora Stanowskiego natychmiast wprowadzony został do senatu. Otrzymał polski oddział UNESCO, gdzie urządził sobie prywatny folwark. MSZ i ministerstwo nauki finansują mu jego seminarium, własny instytut i wydawnictwo. Posiada rozległe wpływy w MSZ i ministerstwie kultury. Cały czas jest nietykalny i nawet po ujawnieniu dowodów jego wieloletniej współpracy z SB dostaje od prezydenta TW „Alka” order Orła Białego. Może dostał go właśnie za trzydziestoletnią, efektywną współpracę z SB. Kłoczowski jest także dobrym przykładem skutecznego lansowania jako wybitnego naukowca, prawdziwego patrioty i wielkiego społecznika, nie myślącego o swoim interesie, tylko o potrzebach kraju i innych ludzi. W każdej części jest to wizerunek dobrze spreparowany i zafałszowany.
Zauważmy, że kanclerz kapituły tego orderu prof. Barbara Skarga obraziła się na Lecha Kaczyńskiego, kiedy ten powiedział, że polityka przyznawania odznaczeń przez A. Kwaśniewskiego była zła. Nie obraziła się natomiast, kiedy zobaczyły światło dzienne dowody na aktywność donosicielską Kłoczowskiego i nie zażądała odebrania mu orderu. Pozostali członkowie kapituły głośno protestowali nie przeciwko współpracy z komunistyczną bezpieką tylko przeciwko ujawnieniu tego faktu, gdyż „spotwarzało to Kłoczowskiego”. Nie odezwali się też ani słowem na temat dowodów jego współpracy z SB Za: http://www.abcnet.com.pl/pl/artykul.php?art_id=2397
|
|
|
|
|
|
|
Gość_Unicorn_*
|
12/03/2006, 0:01
|
Goście

|
Kilka szybkich faktów (mam nadzieję, że się nie zmęczycie i nieco inaczej będziecie podchodzić do pewnych rzeczy..) QUOTE PODSTAWOWE POJĘCIA W DEZINFORMACJI
Klient Każda operacja dezinformacyjna ma swojego klienta, to znaczy osobę lub grupę, która na tej operacji zyskuje, podczas gdy jej przeciwnicy tracą. Najczęściej jest to firma komercyjna, państwo, partia lub frakcja polityczna, czy nawet pojedynczy polityk albo biznesmen. W historii ludzkości największym klientem operacji dezinformacyjnych był bez wątpienia Związek Sowiecki.
Klient często płaci za operacje dezinformacyjne pieniędzmi zdobytymi na tych, których zamierza oszukać – dotyczy to nie tylko polityków, którzy dochodzą do władzy w wyniku dezinformacji, lecz również np. firm komercyjnych, które zwiększają sprzedaż w wyniku utrwalenia wśród konsumentów nieprawdziwych sądów dotyczących ich produktów.
Agent
Kiedy jakieś przedsiębiorstwo pragnie zareklamować swoje produkty, udaje się do profesjonalnej agencji reklamowej. Nie inaczej jest z dezinformacją. Największą agencją dezinformacyjną w historii był Wydział A KGB, który podlegał pod dyrekcję wywiadu zagranicznego.
Agencja dezinformacyjna używa agentów, których nazywa się agentami wpływu.
Badanie rynku
Podobnie jak w kampaniach reklamowych, przed operacją dezinformacyjną należy przeprowadzić gruntowne badanie rynku. Profesjonalni agenci wpływu muszą świetnie znać realia, w których działają oraz „towar”, który zamierzają sprzedać. Inaczej przekonuje się zachodnich intelektualistów, a inaczej np. zdeklasowanych chłoporobotników z byłych PGR-ów.
Po przeprowadzeniu badania rynku należy dokonać doboru odpowiednich wsporników, które ułatwią operację.
Wsporniki
Wsporniki to główne punkty, na których opiera się kampania dezinformacyjna. Najczęściej są to doniosłe wydarzenia, niekoniecznie prawdziwe, lecz wywołujące jednoznaczne skojarzenia. W czasie wojny domowej w Hiszpanii rolę wspornika komunistycznej dezinformacji odegrało zbombardowanie Guerniki.
Obecnie wspornikami coraz częściej są szokujące zdjęcia lub filmy. W ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z serią zdjęć ukazujących sceny okrutnego traktowania irackich więźniów przez amerykańskich żołnierzy. Fotografie te zostały użyte do antyamerykańskiej kampanii, która od jakiegoś czasu trwa na całym świecie. Tymczasem każdy, kto przeczytał np. „Kamienie na szaniec”, szybko się zorientuje, że sceny irackiego więzienia miały mało wspólnego z prawdziwymi torturami, natomiast bardzo podobne obrazki z Parady Miłości w Berlinie od dawna przedstawiane są u nas jako przykłady europejskiej wolności i tolerancji.
Przekaźniki
Agenci wpływu starają się w operacji dezinformacyjnej używać jak największej ilości przekaźników z różnych rodzajów mediów: telewizji, prasy, radia. Im więcej pozornie lub naprawdę niezależnych przekaźników podchwyci temat przewodni operacji dezinformacyjnej, tym lepiej dla klienta.
Czasami pierwszym przekaźnikiem danej informacji jest mało popularna gazeta lub lokalna rozgłośnia radiowa. Następnie temat zostaje podchwycony przez główne media, a w wypadku niepowodzenia operacji cała wina spada na „mało doświadczonych dziennikarzy” z lokalnej prasy, którzy „wprowadzili w błąd” poważnych pracowników szanowanego tytułu.
Temat przewodni
Każda operacja dezinformacyjna musi mieć temat przewodni, im prostszy, tym lepiej.
Przykładowo przez cały okres III RP mieliśmy do czynienia z operacją dezinformacyjną, której tematem przewodnim były związki braci Kaczyńskich z aferą FOZZ-u. W jej wyniku przeciętny obywatel naszego kraju natychmiast kojarzy niesławny fundusz z środowiskiem byłego PC.
Prowadzenie tematu
Temat przewodni najlepiej prowadzić nieustannie powtarzając najprostsze slogany i implikując najprostsze skojarzenia.
Wszyscy pamiętamy słynny film pt. „Dramat w trzech aktach”, gdzie rozmaite typy bez ustanku powtarzały: „Kaczyńscy, FOZZ, Kaczyńscy, FOZZ” nie posługując się żadnymi argumentami. W tym samym czasie Olga Lipińska śpiewała w swoim kabarecie: „Jadą, jadą z forsą wory, a na nich Kaczory”.
Pudła rezonansowe
Pudła rezonansowe to zazwyczaj media nie związane z agentami wpływu, a jedynie bezmyślnie powtarzające tezy przez owych agentów wyprodukowane. Pudła (najczęściej bezwiednie) mają za zadanie wytworzyć wrażenie, że „o tym się mówi” i sprawić, by temat był jak najszerzej dyskutowany. Później jedne pudła kopiują dezinformację od drugich i tak powstaje cała orkiestra dyrygowana przez agentów wpływu.
Warto tu zauważyć, że często pudłami rezonansowymi mogą być po prostu zwykli obywatele, którzy jeden za drugim powtarzają spreparowane wcześniej dezinformacje.
Grupa docelowa
Operacje dezinformacyjne zazwyczaj mają jasno sprecyzowaną grupę docelową (np. intelektualiści, robotnicy). W wielu przypadkach grupą docelową jest całe społeczeństwo. Im mniej członkowie grupy docelowej zorientowani są w sytuacji ogólnej, tym lepiej dla agentów wpływu. Większość ludzi czerpie wiedzę o świecie głównie z telewizji, dlatego też to medium najczęściej staje się przekaźnikiem dezinformacji.
Psychoza
Udana operacja dezinformacyjna powoduje:
- niemalże jednomyślność wśród członków grupy docelowej.
- irracjonalny stan głuchoty na argumenty przeciwników klienta.
Jako przykład można podać prowadzoną od bardzo dawna kampanię „pacyfistyczną”, której celem jest ukazanie Stanów Zjednoczonych jako największego zagrożenia dla pokoju na świecie.
METODY DEZINFORMACJI
Volkoff podaje kilka głównych metod dezinformacji używając prostego przykładu: pan Dupont pobił panią Dupont. Zadaniem agenta wpływu jest obrona wizerunku pana Dupont. Może on posłużyć się następującymi metodami:
Negacja faktów
Jeżeli opinia publiczna nie jest w stanie sprawdzić, co się naprawdę stało, najłatwiej powiedzieć oczywistą nieprawdę: „Pan Dupont nie pobił pani Dupont”. Jeżeli jednak publiczność zna mniej więcej sytuację w domu państwa Dupont i kłamstwo wprost nie jest możliwe (zbrodnie reżimu Gierka łatwiej ukryć, niż zbrodnie np. Pol Pota), dezinformator może uciec się do innego sposobu:
Odwrócenie faktów
Agent wpływu może stwierdzić wprost: „To pani Dupont pobiła pana Dupont”. Powszechne uwielbienie dla ofiar, które charakteryzuje naszą epokę sprawi, że sympatia opinii publicznej odwróci się, a pan Dupont, jako „prześladowana ofiara” zostanie kompletnie oczyszczony z winy. Pani Dupont będzie się natomiast jawić jako „bezwzględny kat”.
Obecnie metoda ta, podobnie jak negacja faktów, nie jest zbyt często stosowana, gdyż dziś o wiele trudniej ukryć niektóre fakty przed opinią publiczną, niż robiono to w systemach totalitarnych. Dlatego też o wiele częściej spotyka się kolejny sposób dezinformacji:
Mieszanina prawdy i kłamstwa
Metoda ta stosowana jest w przypadku, gdy opinia publiczna jest już poinformowana o tym, co zaszło, lecz nie zna dokładnie wszystkich szczegółów. W danym przypadku agent wpływu może stwierdzić, iż rzeczywiście pan Dupont pobił panią Dupont, lecz tak naprawdę to ona zaczęła. Sytuację ułatwia fakt, że w obecnych czasach na agresora zazwyczaj spadają gromy moralnego oburzenia, natomiast napadnięty, jaki by nie był, najczęściej oczyszczany jest z wszelkiej winy.
Modyfikacja motywu
Sposób ten polega na zasugerowaniu takiego motywu działania, który nie byłby hańbiący dla pana Dupont. Jeżeli bowiem podamy suchy fakt, że pobił on swoją żonę, wyszedłby na człowieka złego i niemoralnego. Jeżeli jednak powiemy, iż scena ta miała podtekst erotyczny i pan Dupont zgodził się pobić panią Dupont, zdeklarowaną masochistkę, dopiero po długich błaganiach, wtedy uzyskamy nie tylko moralne „rozgrzeszenie” czynu pana Dupont, lecz również ukażemy go jako dobrego męża, który spełnia nawet najdziwniejsze zachcianki swojej żony.
Modyfikacja okoliczności
Jeżeli nie jest znany stosunek sił pomiędzy panem Dupont a panią Dupont, możemy łatwo doprowadzić do rozmycia sytuacji. Wystarczy wówczas powiedzieć, że pan Dupont to chuderlak, zaś jego żona jest mistrzynią boksu i na nieśmiałe próby uderzenia jej przez męża wybuchła jedynie śmiechem.
Dezinformacja tego typu często stosowana jest w czasie konfliktów zbrojnych, kiedy, w zależności od potrzeb, pomniejsza się lub powiększa zdolności bojowe jednej ze stron. Wystarczy bowiem wskazać na jeden z wielu czynników decydujących o potencjale armii, np. „społeczeństwo państwa X jest świetnie przygotowane do wojny: służbę wojskową ma za sobą każdy obywatel, w razie potrzeby władze mogą rozdać ludziom broń i przekształcić cywilów w oddziały paramilitarne lub w partyzantkę. Społeczeństwo państwa Y natomiast jest zupełnie do wojny nieprzywykłe, armia jest nieliczna i zawodowa, przeciętny obywatel nie ma żadnego pojęcia o konflikcie zbrojnym, a prawdziwą walkę zna wyłącznie z filmów klasy B”. Wówczas opinia publiczna nabiera przekonania o wyższości państwa X, nawet gdyby w rzeczywistości państwo Y dysponowało najnowszym sprzętem wojskowym, podczas gdy uzbrojenie państwa X opierało się głównie na kałasznikowach domowej roboty.
Rozmycie
Metoda ta polega na „zalaniu” głównej informacji przez masę nieistotnych dla danej sytuacji faktów. Agent wpływu może więc napisać tak: „Pan Dupont od wielu lat pracuje na osiedlowym parkingu. Uwielbia grać w brydża z kolegami oraz należy do lokalnego kółka modelarskiego. Uczestniczył w biciu rekordu Guinessa, kiedy to w naszym mieście upieczono największy tort świata. Wyjątkowo dobrze wiedzie mu się w życiu rodzinnym, choć ostatnio uderzył swą żonę w czasie sprzeczki, ma dwoje dorastających dzieci, z których jest bardzo dumny – jego synowie zdali matury na piątki z plusem. ‘Spokój i opanowanie to moja dewiza na życie’ podkreśla w rozmowie z nami pan Dupont”.
Kamuflaż
Jest to wariant rozmycia polegający na wyjątkowo drobiazgowym opisywaniu zaistniałej sytuacji po to, aby zakryć główną informację. Agent wpływu może opisać zdarzenie w domu państwa Dupont ze wszystkimi szczegółami, takimi jak pogoda za oknem czy kolor tapety w pokoju, natomiast sam akt bicia żony przez męża omówić jedynie mało konkretnym stwierdzeniem typu: „Niewykluczone, że w końcu małżonkowie zaczęli się poszturchiwać” lub „Być może w pewnym momencie dyskusja stała się dość fizyczna, lecz pani Dupont niezmiennie nie chciała zgodzić się ze zdaniem męża popartym racjonalnymi argumentami ”. Interpretacja
Kiedy faktów nie da się zaprzeczyć, odwrócić, rozmyć lub zakamuflować, można je omówić używając odpowiednich słów, które natychmiast wywołują negatywne lub pozytywne skojarzenia u opinii publicznej.
W danym przypadku agent wpływu, występując w tej sytuacji najczęściej w roli niezależnego eksperta, może stwierdzić, iż „impulsywna, lekko niezrównoważona i często głucha na argumenty” pani Dupont została pobita przez „znanego ze swego opanowania i zwykłej, ludzkiej wrażliwości” pana Dupont. Mąż staje się w tym momencie niemalże zmuszony, wbrew swej woli, do uspokojenia łatwo tracącej rozum żony.
Określenia stosowane wobec konkretnych osób mogą niejako do nich „przylgnąć”. Często mamy do czynienia z sytuacją, gdy raz przyjęte określenie jest później powtarzane, zazwyczaj bezmyślnie, przez innych. Łatwo zauważyć, jakie nazwiska w polskiej polityce kojarzą się z „liberalizmem”, „moralnością”, „oszołomstwem” lub „wrażliwością społeczną”.
Generalizacja
Celem tej metody jest ukazanie, że pewien fakt jednostkowy, w tym przypadku pobicie żony przez męża, nie jest zjawiskiem unikalnym, że występuje często i nie jest w żadnym wypadku odstępstwem od normy. Agent wpływu może wskazywać na fakt, że w wielu kulturach bicie żon jest dozwolone, że w przeszłości zdarzało się to nagminnie, a nawet, że niektóre kobiety uważają, że takie działanie jest całkowicie usprawiedliwione w myśl przysłowia „Jak bije, to kocha”.
W Polsce ten rodzaj dezinformacji często pojawia się, gdy ktoś zwraca uwagę na demoralizację młodzieży. Wskazuje się wówczas, że i tak u nas jest lepiej niż w Ameryce, gdzie uczniowie strzelają do siebie z pistoletów, że od zawsze mówiło się „ach, ta dzisiejsza młodzież” i że nawet jeden ze staroegipskich dokumentów zawiera podobne stwierdzenia.
Ilustracja
W tym przypadku fakt jednostkowy używany jest jedynie jako ilustracja pewnego szerszego zjawiska społecznego. Agent wpływu może napisać długi elaborat dotyczący pozycji mężczyzny w rodzinie ukazując powolny wzrost znaczenia kobiety i sprowadzanie męża do roli sługi robiącej karierę zawodową żony. W końcówce agent napomknie o buncie mężczyzn przeciwko takiej sytuacji wtrącając: „Usuwani w cień mężczyźni często uciekają się do brutalnych metod, by bronić swej pozycji. Wcale nie najdrastyczniejszym przypadkiem było niedawne zdarzenie w domu państwa Dupont, kiedy to pan Dupont uderzył w afekcie swą żonę. Pani Dupont i tak miała dużo szczęścia, gdyż, w przeciwieństwie do większości ofiar tego typu agresji, nie odniosła większych obrażeń na ciele”. Istotne jest porównanie z innymi podobnymi sytuacjami, które zawsze wypada na korzyść naszego konkretnego przypadku.
Ten sposób często używany jest dla usprawiedliwienia chuligaństwa i wandalizmu. Wiele razy widzieliśmy w mediach komentarze typu: „Niedzielne zamieszki były jedynie wybuchem społecznego niezadowolenia z rządów premiera X. Desperacja ludzi sięgnęła zenitu, lecz to, co stało się u nas to i tak nic w porównaniu z wydarzeniami w kraju Z, gdzie oprócz rabowania sklepów i demolowania samochodów dochodziło do wyjątkowo krwawych walk z policją, w czasie których ginęło znacznie więcej osób niż w ostatnią niedzielę”.
Nierówna reprezentacja
W tym przypadku agent wpływu poświęci czynowi pana Dupont skromną notkę w mało eksponowanym miejscu gazety, zaś kilka stron wcześniej umieści duży artykuł sławiący pana Dupont jako wzorowego obywatela i przykład wszelkich cnót.
Ta metoda często używana jest w przypadku walki politycznej. Przeciwnikom ucina się wypowiedzi, streszcza się szerszy punkt widzenia w jednym zdaniu, przerywa w pół słowa. Przykładem stosowania metody nierównej interpretacji było zachowanie dziennikarza Piotra Gębarowskiego w czasie kampanii prezydenckiej w 2000 roku, kiedy brutalnie i po chamsku atakował Mariana Krzaklewskiego, podczas gdy innym kandydatom zadawał pytania w stylu: „Jak pan to robi, że jest pan mądry i uczciwy zarazem?”.
Metoda nierównej interpretacji jest również często używana w różnych gazetach w rubryce „Listy od czytelników”, kiedy publikuje się jedną mało przekonującą wypowiedź przeciwko jakiejś tezie i dziesięć dobrze napisanych popierających ową tezę. Nie ma przy tym znaczenia, czy są to rzeczywiste wypowiedzi czytelników, czy też są pisane przez samych redaktorów, co jak wiadomo się zdarza.
Równa reprezentacja
Metoda ta stosowana jest w ostatniej fazie kampanii dezinformacyjnej, kiedy zdecydowana większość publiczności jest już przekonana do tez lansowanych przez agentów wpływu. Wówczas należy przede wszystkim utrwalić powszechnie już obowiązującą opinię i zamknąć temat. Dezinformator publikuje wtedy równą ilość argumentacji za i przeciw tezie. Argumenty służące klientowi są jednak przedstawione w sposób o wiele bardziej przekonujący, poparte zdaniem „ekspertów” budzących zaufanie. Argumenty przeciwników podane są nieciekawie i często wygłaszają je osoby mało wiarygodne. @@@ Przedstawione wyżej metody nie wyczerpują oczywiście całego arsenału środków dostępnych, szczególnie w obecnych czasach, dla profesjonalnej dezinformacji Za: http://forum.generacja.org.pl/index.php?topic=98.0--------- QUOTE Właśnie państwa demokratyczne są najbardziej narażone na skutki dezinformacji. Są bowiem pozbawione możliwości ofensywnego działania. Przyczyna tego tkwi w demokratycznym systemie sprawowania władzy. Zmiana rządu pociąga za sobą zmianę celów politycznych, a co za tym idzie, zmianę celów stawianych dezinformacji. I tak na przykład w Wielkiej Brytanii labourzyści zawsze będą kładli nacisk na inne problemy aniżeli konserwatyści, podważając tym samym podstawową zasadę obowiązującą przy prowadzeniu operacji dezinformacyjnych – długofalowość. Aby móc skutecznie manipulować opinią publiczną warunkiem sine qua non jest ciągłość działań. Potwierdzają to choćby doświadczenia francuskich oficerów, którzy podczas wojny algierskiej wyobrażali sobie, że ich akcje psychologiczne odniosą pozytywny skutek już po kilku tygodniach.
Drugą przyczyną, dla której trudno poważnie traktować zachodnią dezinformację, jest kryterium prawdy, nie prawdy absolutnej, ale własnej, pozwalającej podzielić świat na „nas” i „innych”. Ustalenie takiego kryterium jest konieczne, gdyż kraj dezinformujący mimo wyznaczenia sobie konkretnych celów naraża się przy szeroko prowadzonej wojnie psychologicznej na „samodezinformację”, a nawet na „zakażenie” całego świata. W państwach demokratycznych określenie takiego kryterium jest niemożliwe, ponieważ każdy obywatel może wierzyć, w co chce. W totalitaryzmie – to kryterium stanowi jądro doktryny, światopogląd naukowy będący miernikiem prawdziwości idei i obrazów.
I wreszcie – powodzenie dezinformacji zapewnia współdziałanie celu (ważne jest zatem rozpoznanie środowiska) oraz prowadzenie jej za pomocą mass mediów, głównego przekaźnika czy narzędzia tego rodzaju operacji we współczesnym świecie. Nieskrępowane politycznie zachodnie środki masowego przekazu kształtują obraz rzeczywistości „podsuwając” swojemu społeczeństwu niejako gotową wizję do zaakceptowania. A może to ma być wizja świadomie, czy też nie, zdeformowana i z tego względu obywatel zmuszony jest do samodzielnej oceny zdarzeń, faktów i zjawisk. Aby móc to uczynić i uzyskać wiarygodny obraz, każdy członek społeczności powinien zdać sobie sprawę z samego faktu istnienia dezinformacji. To właśnie według Volkoffa jest zasadniczy środek obrony przed jej negatywnymi skutkami. Tylko eliminacja fałszywych wiadomości poprzez ich weryfikację (ale bez popadania w skrajności) umożliwia stworzenie prawdziwego lub choćby maksymalnie zbliżonego do prawdziwego obrazu rzeczywistości
|
|
|
|
|
|
|
Gość_Unicorn_*
|
23/03/2006, 20:20
|
Goście

|
QUOTE CENZURA JEST SELEKCJĄ INFORMACJI, PRZEZNACZONYCH DO MASOWEGO ROZPOWSZECHNIANIA
Tak sformułowana definicja wydaje się jednak być niepełna, ponieważ pomijając rolę motywacji nie wyjaśnia, w jaki sposób selekcja ta jest działaniem świadomym. Skoro zmierza ona do wprowadzania w błąd odbiorców informacji, nie czyniąc tego jednak w sposób dowolny, lecz tak, by postępowali oni w określony, zamierzony sposób – stanowi instrument sprawowania nad nimi władzy (bez względu na polityczny ustrój). Jest więc formą agresji. Tym samym motywacja taka nadaje – paradoksalnie - działaniu temu cechy ludzkie, przydając definicji wymiar moralny. Bo też świadome tylko działania, skierowane wobec drugiego człowieka – a więc stawiające sobie cel (przewidujące określony rezultat) – dają się mierzyć oraz oceniać w kategoriach humanistycznych, do których należą przecież etyka oraz moralność. Stając się więc niemal identyczną z definicją kłamstwa, powinna moim zdaniem brzmieć:
CENZURA JEST ŚWIADOMYM WPROWADZANIEM W BŁĄD POPRZEZ SELEKTYWNY DOBÓR MASOWO ROZPOWSZECHNIANYCH INFORMACJI, ZGODNY Z KRYTERIUM KORZYŚCI PODMIOTU INFORMUJĄCEGO.
Taki rodzaj manipulacji wywołuje ─ zarówno w przypadku cenzury państwowej jak i niepaństwowej ─ efekt ograniczania i pogwałcania dwóch podstawowych swobód demokratycznych: prawa do informacji oraz prawa do jej rozpowszechniania. Przytoczona definicja jest w zasadzie identyczna z tym, co należałoby rozumieć pod pojęciem kłamstwa. Kłamstwo odróżnia bowiem od cenzury zasięg jedynie oraz sposób wprowadzającego w błąd oddziaływania, jak również technika rozpowszechniania. Kłamstwo tradycyjnie więc przypisywać będziemy indywidualnym działaniom jednostek, podczas gdy cenzurę wiąże się w powszechnym odczuciu z formą zorganizowanego działania, najczęściej jakiegoś urzędowego organu lub instytucji państwowej.
KŁAMSTWO wprowadza w błąd informując, iż: zdarzyło się coś, co się nie zdarzyło lub na odwrót, że: nie zdarzyło się coś, co się zdarzyło. PRAWDA SELEKTYWNA zaś sugeruje, poprzez odpowiednio dobrane (wyselekcjonowane) i u p o r z ą d k o w a n e prawdy cząstkowe, że zdarzyło się coś, co się nie zdarzyło lub na odwrót (tu wystarczy samo przemilczenie). Można w ten sposób (formalnie nie kłamiąc) zmanipulować np. relację o nieudanej (lub udanej – o ile nie wspomnimy o rezultacie) operacji serca, by chirurg „wypadł” na sadystycznego mordercę Za: http://www.sws.org.pl/forum/viewtopic.php?t=570http://www.polonica.net/Agentury_wschodnie...munistyczny.htmWarto także pamiętać o roli lobbystów  QUOTE Lobbying to elitarna, a zarazem najbardziej skomplikowana wersja public relations. By móc wpływać na decydentów i proces legislacyjny, trzeba być idealnym dyplomatą, specjalistą PR, doradcą, rzecznikiem i taktykiem w jednej osobie. Lobbying to także rzemiosło - aby odnosić sukcesy "w branży", należy poznać wiele technik i strategii działania.
Gdyby przypadkowo spotkanego lobbystę zapytać, na czym polega jego praca, bardzo prawdopodobne jest, iż nie uzyskalibyśmy jednoznacznej odpowiedzi. Terminarz każdego lobbysty (ang. lobby agents) jest kompletnie wypełniony. Na dzień pracy "rzeczników interesów" składa się monitoring procesów legislacyjno-decyzyjnych, prognozowanie zmian politycznych, społecznych i gospodarczych, zajmują się również doradztwem i wyborem najbardziej korzystnych rozwiązań. Wszystkie ich działania sprowadzają się głównie do nawiązania i podtrzymania korzystnych relacji z władzami państwa, rządem oraz parlamentem. Lobbying to jednak nie tylko "dyplomacja kuluarowa" wprost ze świata wielkiej polityki, lecz również działalność w sferze gospodarki, kultury, mediów lub w organizacjach międzynarodowych. Można mówić też o lobbyingu w skali "mikro": regionalnej bądź lokalnej.
Z czym dla statystycznego Kowalskiego kojarzy się hasło "lobbying"? Po nagłaśnianych w mediach aferach, w których mówiono o przeróżnych "grupach nacisku" na elity polityczne i forsowaniu ustaw korzystnych dla pewnych kręgów biznesowych, z reguły skojarzenia te są negatywne. I tak hasło to kojarzy się niejednokrotnie (o ile w ogóle z czymkolwiek się kojarzy) z zalegalizowaną formą korupcji, nepotyzmem, płatną protekcją, a wręcz kolesiostwem na najwyższych szczeblach władzy. Taki sposób działania zyskał niechlubne miano "lobbyingu partyzanckiego", zwanego też "pirackim".
Tymczasem w krajach szczycących się wielowiekowymi tradycjami demokratycznymi, zawód ten budzi mniejsze kontrowersje (choć i tam nadal one występują) niż w Polsce. Lobbysta to fach jak każdy inny. Działalność pośredników między grupą interesów a ośrodkami decyzyjnymi ma tam zresztą swoje historyczne uzasadnienie. W przeszłości biznesmeni i zwykli obywatele cierpliwie wyczekiwali na polityków w kuluarach brytyjskiej Izby Gmin. To było jedyne miejsce, gdzie mogli nieformalnie i zakulisowo przedstawić im swoje "sprawy do załatwienia".
Choć obecnie lobbying to profesjonalna działalność, a nie amatorszczyzna, lobbyści, jak dawniej, mają swoje "przedpokoje władzy". Jednym z kuluarowych miejsc wielkiej polityki jest zacisze brukselskich restauracji przy placu Jourdan i setkach mniejszych uliczek, gdzie zwykła zaglądać w czasie popołudniowej "sjesty" śmietanka polityczna Europy. Kiedy dla najważniejszych polityków Unii Europejskiej zaczyna się pora lunchu, lobbyści (reprezentujący firmy doradcze, realizujący zlecenia klientów korporacyjnych lub rządowych, a także organizacje zrzeszające europejskie federacje związków i stowarzyszeń branżowych) przystępują do pracy wyłuszczając politykom podczas nieoficjalnych spotkań swoje racje. Zatem tak naprawdę losy Europy ważą się nie tylko w gmachach instytucji unijnych, lecz właśnie tu: przy restauracyjnych stolikach.
Czy lobbying zawsze będzie wzbudzał aż tyle kontrowersji? Być może przestanie, jeśli zajmą się nim ludzie rzetelni, kompetentni, wykształceni i mający świadomość, które z dostępnych środków nie mogą być uznane za nieetyczne. Wytrawnemu lobbyście po prostu nie opłaca się uciekać do metod działania sprzecznych z etyką zawodową. Wie, że może dużo osiągnąć, posługując się wyłącznie legalnymi technikami i metodami działania: nakłaniając bądź powstrzymując decydentów od podjęcia pewnych działań.
Jak dużo można osiągnąć na tym obszarze? Za wzrastającą rangą zawodu może przemawiać fakt, iż w języku potocznym funkcjonuje już pojęcie "piątej władzy" - właśnie na określenie działalności lobbystów. Niektórzy są skłonni przypisywać im większą "moc sprawczą" niż dziennikarzom reprezentującym nawet opiniotwórcze środki masowego przekazu, czyli, w dwóch słowach, "czwartą władzę". Dość wspomnieć o obrotach amerykańskich firm, zajmujących się lobbyingiem. Badacze rynku szacują je na kilkanaście miliardów dolarów w skali roku. Stale wzrasta też zapotrzebowanie na specjalistów w tej dziedzinie. Gdyby zebrać wszystkich lobbystów działających aktualnie w Brukseli i Waszyngtonie, powstałoby miasteczko wielkości Zakopanego. Eksperci przewidują, że liczba profesjonalistów będzie stale wzrastać.
- Profesjonalni lobbyści rekrutują się spośród prawników (co trzeci), dziennikarzy, rzeczników prasowych, specjalistów PR, a nawet polityków. W krajach zachodnich działalność lobbistyczna jest prowadzona przez wyspecjalizowane agencje, firmy PR i kancelarie prawnicze, ale również przez przedsiębiorstwa czy organizacje społeczne. Ich działalność to element oddziaływania na podejmowane decyzje, nie tylko polityczne, ale także gospodarcze i społeczne - twierdzi Sylwia Jabłońska, dyrektor Instytutu Programów Europejskich Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie, inicjatorka Podyplomowego Studium Lobbyingu w WSFiZ. - Działalność lobbystyczna w Polsce to szansa na nowy zawód dla gruntownie wykształconych młodych ludzi w Polsce, którzy szukają czegoś więcej niż wykonywanie tradycyjnych profesji Za: http://www.e-marketing.pl/artyk/artyk79.php--------- QUOTE Jedną z metod często stosowanych przez tajne służby by ukryć i uwiarygodnić ważnych agentów jest poświęcenie (spalenie) mniej istotnych lub już bezużytecznych, którzy stanowią niepotrzebne obciążenie lub mogą przynieść niewiele pożytku. Taką operację wykonano z powodzenie na Litwie, gdzie poświęcono agenta i złodzieja małego kalibru, byłego premiera Paksasa, uwierzytelniając i dzięki agenturze wpływu budując społeczne poparcie dla Uspaskicha, który obecnie bez żadnych problemów kontroluje rząd litewski. I wszyscy są zadowoleni; Litwini mają „patriotę”, a Moskwa swój rząd w Wilnie.
Spójrzmy z tego punktu widzenia na dwa bliźniaczo podobne wydarzenia w Polsce. Najpierw prof. Kieres ujawnił TW „Nowaka” – Niezabitowską, następnie oj. Hejmo - TW „Hejnał”, TW-k „Dominik”. W obu wypadkach chodziło o agentów czwartej kategorii, bez znaczenia, którzy nie dostarczali bezpiece informacji najwyższej wagi. Dziennikarze, rzecz jasna, natychmiast zainteresowali się i rozdęli obie sprawy, podczas gdy na inne, ważniejsze byli głusi i ślepi, co oznacza, iż jak zwykle dostali odpowiednie instrukcje od oficerów prowadzących, starych lub nowych. Jeśli nie oni sami, to ich redaktorzy naczelni i szefowie działów – rezultat ten sam Za: http://prawica.net/index.php?q=node/21------------- QUOTE Informację (zwłaszcza połączoną z emocjami), która dotarła pierwsza do naszej świadomości, trudno z niej usunąć czy przekształcić logicznymi racjami.
Jeśli wydaje nam się, że mamy do wyboru tylko dwie przeciwstawne opcje, to prawdopodobnie jesteśmy manipulowani. A obie opcje są nagłaśniane, infiltrowane, kontrolowane, kreowane (a może są w zmowie?). Najłatwiej można uchwycić kogoś emocjonalnie przez tak wykreowany, dychotomicznie uproszczony, walczący świat. Może to być walka klas, partii, religii, cywilizacji, płci, ... Za taką sceną chce być jeden reżyser, więc będzie blokował informacje o niezależnych od niego środowiskach, starał się pomniejszyć ich znaczenie lub je niszczył http://pedagog.umcs.lublin.pl/~wafra/manipul.htmRównie łatwo jest stosować odwrócenie proporcji- często stosowane w przypadku propagandy unijnej... Mówimy ILE możemy DOSTAĆ, nie wspominamy o kosztach.. Odwołanie do pieniędzy lub uczuć rodzinnych prawie ZAWSZE jest skuteczne. -Przekręcenia i "omyłki" w druku. Najbardziej chyba znaną są słowa papieża o wspólnocie europejskiej "przekręcone" na UE.. Im większy tytuł w gazecie tym większego kłamstwa można się spodziewać.. Wstępniaków nie ma co czytać, warto natomiast czytać końcówki rozwinięcia tematu. Im ktoś/coś stanowi większe zagrożenie dla danego medium/rządu/grupy interesów tym głośniej oskarża się go o rózne negatywne cechy- np. warcholstwo, brak poszanowania demokracji, niestosowanie się do "standardów UE" czy "cywilizowanego kraju", nacjonalizm, antysemityzm etc. Usiłuje się zaszczepić pogardę dla własnego kraju i jego przedstawicieli umiejetnie wykorzystując fakty z historii- przekręcone lub wymyślone(trudno to sprawdzić dosyć..), ma to pokazać bezsilność oporu i bezwolne działanie zgodne z planami mocodawcy. Kreuje się na siłę autorytety mające "potwierdzić" każdą tezę- ludzie nie lubią myśleć, wolą słuchać autorytetów i czytać to co "elita"->> tym sposobem pomniejszają swoje kompleksy-> vide: typowy czytelnik Gazety Wyborczej-> "idioten-inteligent". Kamufluje się prawdziwe działania, zastępując "ideami" "myślami" czy innymi bzdurami.. Częstym sposobem jest odwołanie się do przyszłości- ma to sugerować, że dana grupa dba o obywateli- w domyśle-zywi, karmi i informuje..Więc nie masz się czego obawiać. I tak można dalej  QUOTE Większość ludzi przekonana jest, że media służą zasadniczo informacji, podają pewne wiadomości o zdarzeniach, a komentarze te wiadomości uzupełniają lub wyjaśniają okoliczności zaistnienia danej sytuacji. Inaczej rzecz biorąc większość ludzi jest przekonana, że media działają uczciwie Tak jest w modelu idealnym, w praktyce media mają za zadanie przeforsowanie określonej idei, myśli, postawy lub zdyskredytowanie konkurenta. QUOTE Mass-media zachęcają obywateli do uczestniczenia w procesie demokratycznym. Poprzez rozpowszechnianie pełnego zakresu opinii politycznych umożliwiają one publiczności dokonywanie politycznych wyborów i stają się elementem życia narodu. Są postrzegane jako mechanizmy stojące na straży zasad demokratycznych i nowoczesnych społeczeństw, co wyraża się w roli "psa na łańcuchu", ustalania hierarchii ważności informacji oraz produkcji przekazów.... Można rozpatrywać media jako neutralnych obserwatorów sceny politycznej. ...jednak wieku analityków zauważa, że media występują w podwójnej roli: nie tylko widzów, ale przede wszystkim aktorów politycznych, głęboko tkwiących w procesie politycznym ... media są zdolne do kreowania lub niszczenia politycznych karier oraz stawiania politycznych kwestii ---------- QUOTE Media mają więc: 1.Funkcję informacyjną – informują obywateli o tym co się wydarzyło.
Możny by się z tym zgodzić, gdyby nie to, że w mediach, jak wiemy następuje ciągła selekcja informacji
2. Funkcję edukacyjną - muszą tłumaczyć znaczenie oraz wagę wydarzeń i faktów, wyjaśniać bądź analizować.
W tym określeniu można dojrzeć jawną pogardę dla społeczeństwa, traktowanego jako zbiór ludzi, niezdolnych do wyciągania wniosków samodzielnie.
3. Funkcję platformy dla publicznej debaty - muszą ułatwiać formowanie się publicznej opinii, pobudzać ją i wyrażać różne poglądy.
Formowanie i pobudzanie opinii jest jednoznaczne z manipulacją – użyto tu trochę innych słów, ale sens jest zupełnie jasny.
4. Funkcję prezentacyjną instytucji rządowych i politycznych - bacznie obserwują działania elit politycznych i reagują na wszelkie przejawy nieprawidłowości. Pełniąc rolę strażników interesów grup społecznych, robią dobrą lub złą prasę podmiotom politycznym.
Niewątpliwie brzmi to ładnie, praktyka jednak pokazuje, że media najczęściej są zależne od tego przez kogoś są opłacane i pełnią funkcję strażnika tylko i wyłącznie swego protektora..
5. Funkcję perswazyjną (obrona politycznych racji i przekonań) - muszą stanowić kanał artykulacji wszystkich poglądów i programów politycznych partii oraz ich transmisji w kierunku masowego odbiorcy.
Zdanie powyższe jest dostatecznie zawiłe, by przeciętny czytelnik się zniechęcił lub stwierdził, że autor jest wyjątkowo mądrym naukowcem. Otóż przytoczone zdanie wyraża jednak tylko jedno – media muszą w odpowiedni sposób przedstawić poglądy i programy polityków i przekonać innych do nich ---------- ... instytucje medialne są zaangażowane w proces produkcji, reprodukcji i dystrybucji wiedzy, korzystając z szerokiego wachlarza symboli, odnoszącego się do doświadczenia życia społecznego.
Chyba ten ostatni cytat wyjaśnia wszystko – [b]produkcja, reprodukcja i dystrybucja wiedzy – to oznacza, że cała ta wiedza produkowana jest gdzieś na biurko i służy określonym celom polityków. W ten sposób media stają się już nie środkiem informacji i komunikacji, ale zagrożeniem cywilizacyjnym. Przywodzą na myśl świat Orwellowski, w którym odpowiednie ministerstwa kreują historię i teraźniejszość. Przypomnijmy, że wszystkie wymienione funkcje przynależą mediom w idealnym społeczeństwie demokratycznym. Wizja, która się zarysowuje, jest więcej niż ponura – cała demokracja ma polegać na tym, że media wyjaśniają ludziom co dla nich jest dobre i co złe i kierują ich życiem i ich myśleniem. Za: http://www.krajski.com/kosmedia.htm------------------------ A najskuteczniejszym mechanizmem decepcyjnym jest..plotka. Czyli niesprawdzony news, fakt a raczej niezamierzone lub zamierzone kłamstwo... Można zawsze powołać się na "informatora", "pewne źródła" etc.-> przykład rura Wassermana lub wypowiedź Gosiewskiego o palestrze. Zanim sprostuje się pomówienie- plotka żyje własnym życiem, jeśli pojawi się sprostowanie będzie na 17 stronie ;-) (jeżeli się pojawi...)-
|
|
|
|
|
|
|
Gość_Unicorn_*
|
13/05/2006, 19:22
|
Goście

|
Jak się bronić przed indoktrynacją? ========================== QUOTE 'Myślę więc jestem', powiedział kiedyś Kartezjusz. Ja sam myślę, a im bardziej samodzielnie, autonomicznie myślę, tym bardziej jestem. Im bardziej powtarzam cudze opinie, tym bardziej mnie nie ma. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym w ten sposób? Czy myślałeś jak bardzo człowiek rozprasza się na powtarzanie nie swoich opinii, uzależnia się od nich i przyjmuje za własne? W końcu zaś, po pewnym czasie sam nie wie kim jest. A po jeszcze dłuższym czasie nie potrzebuje tego wiedzieć. Jego umysł nie stawia sobie zbędnych pytań - tak bardzo przepełniony jest gotowymi odpowiedziami... I. Na czym polega indoktrynacja? Indoktrynacja była stosowana zawsze i wszędzie tam, gdzie istnieje podział społeczny na warstwy rządzące i rządzone. Jest narzędziem dokładnie każdej formacji politycznej czy religijnej stojącej (lub zamierzającej stać) u władzy. Ci, którzy rządzą (lub którzy chcą rządzić) pragną narzucić pozostałym swój sposób myślenia i swój sposób interpretacji rzeczywistości. Ty i inni ludzie macie przyjąć go jako własny po to, by odpowiednie grupy nacisku mogły prowadzić założoną politykę. W procesie indoktrynacji dochodzi zatem do starcia dwóch woli i dwóch interpretacji rzeczywistości (idei). Ostatecznym celem indoktrynacji jest sterowanie sposobem, w jaki indywidualny człowiek odbiera i ocenia otaczającą go rzeczywistość. Indoktrynacja zawsze dotyczyć będzie całościowego systemu jego poglądów i przekonań. Dzięki odpowiedniego typu działaniom na podświadomość, dzięki pewnym strategiom językowym indoktryner wpływa na umysł i osąd człowieka tak, by on sam formułował wygodne dla indoktrynera poglądy. Indoktrynacja jest więc świadomym działaniem - działaniem nie liczącym się z wewnętrzną wolnością człowieka. Ingeruje w nasz wewnętrzny system wartości i przekształca go tak, byśmy interpretowali i oceniali rzeczywistość społeczną zgodnie z czyimś, z góry ustalonym planem. Indoktrynacja jest to: 1. Co? - wpajanie 2. Czego? - poglądów, - idei, - podstawowych wierzeń i przekonań, doktryn 3. Jakich? - leżących w interesie rządzących grup społecznych 4. W jaki sposób? - poprzez środki masowego przekazu, szkolnictwo. W konsekwencji, działania człowieka zindoktrynowanego stają się nie tylko przewidywalne, ale i sterowalne. I właśnie dlatego, że indoktrynacja godzi w wolność i niezależność sądów - a zatem najgłębszą godność człowieka - powinna być przez nas rozpoznawana i zdecydowanie zwalczana. II. Jak powstaje autonomiczny sąd. Istota indoktrynacji polega na tym, abyśmy za własne uznali sądy i opinie z góry przez kogoś ustalone. Nasze sądy różnią się od siebie, ponieważ każdy z nas ma nieco odmienną wizję rzeczywistości, Inaczej mówiąc, każdy z nas ocenia dostępne mu informacje w oparciu o swój własny system wartości. Poza tym informacje, na podstawie których wydajemy sądy, zazwyczaj nie pokrywają się w pełni. Jeden wie więcej, inny mniej, z różnych też źródeł czerpiemy informacje. Obiektywna informacja i moja własna, wewnętrzna wizja rzeczywistości, do której ją odnoszę - to dwa niezbędne elementy, stanowiące podstawę autonomicznego sądu. Dysponując INFORMACJĄ o danym fakcie czy zjawisku, dokonuję jej OCENY na podstawie posiadanego przeze mnie SYSTEMU WARTOŚCI. Mój system wartości stanowi zatem pryzmat, przez który oceniam posiadaną aktualnie informację. Podstawą autonomicznego sądu są więc: 1. obiektywna informacja, 2. wewnętrzny system wartości 3. indywidualna ocena informacji (dokonana w oparciu o własny system wartości) Celem indoktrynerów jest taka ingerencja w nasz proces myślenia, byśmy, nie mając tego świadomości, wydawali sądy zgodnie z ich wolą. Indoktrynacja oddziałuje na każdy z powyższych elementów: manipuluje przekazem informacyjnym, wpływa na nasz wewnętrzny system wartości, a jej właściwym celem zawsze będzie wydawana przez nas ocena zjawisk. Rozważmy więc po kolei, jak można ingerować w subiektywny proces wydawania sądów, tak by indoktrynowana osoba nic o tym nie wiedziała. III. Proste sposoby manipulowania informacją. Informacja, to pierwszy element procesu sądzenia. Wydajemy sąd w oparciu o taką tylko informację, jaka jest nam aktualnie dostępna. Nigdy nie jest tak, że wydajemy jakiś sąd w oparciu o jedną tylko informację. Zawsze będzie to ich zbiór powiązanych ze sobą w ten sposób, że warunkują wzajemnie swoją ważność i w konsekwencji kształtują nasz obraz rzeczywistości. Dobrym manipulatorem jest ten, kto potrafi w taki sposób podać informację, aby czytelnik wyciągnął z góry przewidziany i ustalony wniosek. Sposoby manipulowania informacją: 1. Kłamstwo. Zazwyczaj kłamstwo "ma krótkie nogi" i wychodzi na jaw, choć częściej zasada ta obowiązuje w życiu prywatnym. W życiu publicznym kłamstwo zasiewa w odbiorcach wątpliwość i niepewność, bo samo rzucenie oskarżenia ma moc obciążającą, a jego sprostowania są zawsze wątpliwe czy "podejrzane". Przykładowo kto dziś odpowie czy J. Oleksy był zdrajcą czy nie? 2. Arbitralne ustalanie ważności informacji. Już samo graficzne rozmieszczenie informacji koduje się w naszej świadomości jako jej ważność. Np. wiadomość na pierwszej stronie wielkimi literami = ważna informacja. Rzeczywista zależność między rozmieszczeniem graficznym a ważnością informacji istnieje tylko wówczas, gdy będziemy rozpatrywali ją w kategoriach indoktrynerów. Z jej obiektywną ważnością nie musi mieć to wiele wspólnego. Czytając np. teksty prasowe staraj się nie sugerować "graficzną ważnością". Ustaw w myślach wszystkie informacje na tym samym poziomie i sam, zgodnie z własną wizją rzeczywistości, oceń, którą z informacji uważasz za bardziej, a którą za mniej ważną. Ponadto wrażenie ważności danego faktu można uzyskać poprzez wielokrotne powtarzanie tej samej lub podobnej informacji dotyczącej tego faktu. 3. Arbitralne dobieranie kontekstu informacji. Umieszczenie informacji obok siebie sprawia, że automatycznie, prawie nieświadomie, dokonujemy ich porównań. Ta sama informacja zestawiona każdorazowo z inną informacją otrzymuje inny wydźwięk. Np. informacja o powodzi w Polsce obok informacji o podwyżkach diet poselskich będzie miała inny wydźwięk niż informacja o powodzi zestawiona z informacją o trzęsieniu ziemi w Turcji. 4. Selektywność informacji (to uwzględnianie i podawanie jednych, a pomijanie innych informacji) 5. Półprawda (to podawanie informacji, ale okrojonej, niepełnej. Po prostu, przedstawiając jakieś wydarzenie, niektóre jego aspekty. - niewygodne dla indoktrynera - pomija się. IV. Bezpośredni wpływ na podświadomość - czyli jak przekazać informację nie formułując jej. Język jest podstępnym mechanizmem. Potrafi bowiem przekazać informację nie tylko w warstwie, w której zdanie o czymś "mówią", w warstwie treści, którą odbieramy w sposób świadomy, ale również w płaszczyźnie głębiej położonej - w płaszczyźnie z a ł o ż e ń, które tkwią u podstaw zdania. Nazwijmy je jego s u p o z y c j a m i. Dla przykładu: supozycją zdania "Kowalski przestał brać łapówki" jest twierdzenie "Kowalski brał łapówki". Takie samo twierdzenie tkwi u podstaw drugiego zdania "Nieprawda, że Kowalski przestał brać łapówki". Oba te zdania - choć jedno jest zaprzeczeniem drugiego - przekazują nam tę samą u k r y t ą i n f o r m a c j ę, mianowicie taką, że "Kowalski brał łapówki". Supozycje nie muszą być fałszywe. Mogą jednak być fałszywe i musisz być na to szczególnie uczulony. Często reagujemy emocjami na określone słowa. Np. słyszysz: "Trzeba z tym skończyć! On nie będzie nas już dłużej okłamywał!" Emocjonujesz się. Tak - myślisz - trzeba z tym skończyć. Nie można pozwolić, aby nas wciąż okłamywano. Niech chcesz być okłamywany, kto chciałby być okłamywany? - więc człowiek, który krzyczy, że trzeba z tym skończyć wypowiada "twoje myśli". Ale fakt, że "on nas do tej pory okłamywał" tkwił wyłącznie, w supozycji wznoszonego okrzyku. A przecież może być tak, że to właśnie ten człowiek, który teraz głośno krzyczy "okłamuje cię" w specyficzny sposób. Przyłączyłeś się do jego emocji, ale czy sprawdziłeś uprzednio prawdziwość ukrytej w zdaniu supozycji? Reagując w taki półautomatyczny sposób, nie zauważamy, że umysł nasz przyjął bezkrytycznie przekazaną w supozycji informację. Informacji tej nie poddajemy żadnej analizie. Dotarła ona poza sferą naszej świadomości, bezpośrednio do naszego indywidualnego, niekwestionowanego zasobu wiedzy o świecie... Techniki ukrytego przekazu informacji występują szczególnie często w reklamie i handlu, np. "Dlaczego kupno McIntosha jest opłacalną inwestycją?", "Drukarki Lexmark. Szukaj w najlepszych sklepach komputerowych." "Szminka Volume. Spełnione marzenie! Nareszcie większe usta." etc. V. Oblicza faktu - czyli jak odebrać człowiekowi zdolność samodzielnej oceny. Ważne jest, abyś uświadomił sobie w sposób absolutnie wyraźny: wszelkie FAKTY SĄ NEUTRALNE. Fakty nie są - same w sobie - ani dobre ani złe. Po prostu są. Dopiero Ty sam nakładasz na nie swoją OCENĘ, wypowiadając swą opinię. 1. Jaki fakt kryje się za słowem? Umiejętność odróżniania informacji od jej oceny. Przykład: ktoś oddał portfel znaleziony na ulicy. Jest uczciwy czy naiwny i nieprzystosowany do życia? Słowa "uczciwy", "naiwny", "nieprzystosowany do życia", to słowa o wyraźnym ładunku emocjonalnym. Słów tego rodzaju używasz dla wyrażenia własnej opinii lub odbierasz je jako wyrażenie opinii kogoś drugiego. Jeśli zatem słyszysz: Jakiś uczciwy człowiek oddał portfel, musisz odróżnić fakt: ktoś oddał portfel od jego oceny: ten ktoś jest, według mnie uczciwy. Inny przykład. Wyobraź sobie człowieka, który tańczy na stole pośrodku stołówki. Można powiedzieć o nim "wariat", "niekulturalny", lub inaczej "facet na luzie, bez kompleksów". Sam fakt jest neutralny: człowiek tańczy na stole pośrodku stołówki. Słowa emocjonalnie aktywne przekazują ocenę tego faktu, opinie o nim - negatywną: "wariat", "niekulturalny" lub pozytywną: "na luzie, bez kompleksów". To, jakiej dokonasz oceny tego faktu zależy od Twojego własnego systemu wartości. Może być on zupełnie inny niż system wartości drugiego człowieka, który ten sam fakt może ocenić inaczej. Dlatego gdy ktoś ci powie: Jakiś idiota rozrabia w stołówce, nie przyjmuj tego bezkrytycznie, tylko oddziel słowa emocjonalnie aktywne ("idiota", "rozrabia") od faktów - spytaj na przykład: - Co robi? - Ach, tańczy na stole pośrodku stołówki. - Niczego nie demoluje? - Skąd, tylko tańczy na tym stole. I to pośrodku stołówki. - Może jest szczęśliwy - powiesz - To pewnie po prostu jakiś wesoły facet na luzie. Nie przyjąłeś oceny drugiej osoby. Oddzieliłeś ją od informacji o faktach i porównałeś z własnym systemem wartości. Obroniłeś swoją niezależność. W twoim systemie wartości słowo "rozrabia" oznaczałoby co najmniej niszczenie jakichś przedmiotów lub zagrażanie ludzkiemu zdrowiu. Jeśli fakty takie nie miały miejsca, nie jesteś skłonny nazywać tym słowem zaistniałej sytuacji. Dla ciebie ten człowiek nie jest "idiotą", ale jest na przykład tylko "wesoły". Ważne jest, abyś potrafił nieomylnie i w każdej sytuacji oddzielać INFORMACJĘ O FAKTACH od połączonej z nią OPINII, kryjącej się w słowach nacechowanych emocjonalnie. Opinia ma być Twoja i zgodna z Twoim systemem wartości. W słowniku każdego z nas istnieją pewne słowa "na plus", słowa o pozytywnym ładunku emocjonalnym (np. wolność, prawda, sprawiedliwość, miłość, uczciwość, itp.), i słowa "na minus", o negatywnym ładunku emocjonalnym (zdrada, kłamstwo, oszustwo, naiwność, chamstwo itp.). Naturalne jest, że na pierwsze reagujemy pozytywnie, a na drugie negatywnie. Opatrując zatem pewien fakt danym określeniem - pozytywnym lub negatywnym - doprowadzimy do jego akceptacji lub odrzucenia. To jakiego użyjemy słowa zależy od dokonanej przez nas OCENY faktu, czyli odniesienia informacji o fakcie do posiadanego systemu wartości. Jeśli ludzie różnią się systemami wartości, to wydawać będą różne opinie dotyczące tego samego faktu. Może więc powstać pytanie czy istnieje jakiś jednolity ogólnie obowiązujący system wartości, do którego moglibyśmy się odnosić, aby ujednolicić ocenę zaistniałego wydarzenia (faktu)? Według autorki takiego systemu wartości nie ma i nie będzie. Dlatego nasze zadanie, zadanie umysłu broniącego się przed jakąkolwiek indoktrynacją, nie polega na nerwowym szukaniu jednego "obiektywnego" i "wreszcie prawdziwego" systemu wartości, ale na umiejętnym rozpoznaniu, jaki system wartości kryje się za poszczególnymi ocenami ferowanymi przez poszczególne osoby lub grupy osób. Reasumując pamiętajmy więc, że: 1. ISTNIEJĄ SŁOWA EMOCJONALNIE AKTYWNE 2. SŁOWA EMOCJONALNIE AKTYWNE PRZENOSZĄ GŁÓWNIE EMOCJE, NIE TREŚCI 3. NAS INTERESUJĄ TREŚCI, INFORMACJE. OCENA EMOCJONALNA MA BYĆ WYNIKIEM ODNIESIENIA INFORMACJI DO WŁASNEGO SYSTEMU WARTOŚCI. 4. ZNAK OSTRZEGAWCZY: UWAGA, SŁOWO EMOCJONALNIE AKTYWNE! - ODRZUCIĆ LUB SPYTAĆ O TREŚĆ. 5. NIE PRZYJMUJ CUDZEJ OCENY JAKO WŁASNEJ - TWOJA MOŻE BYĆ INNA. 2. Wykorzystanie emocjonalnego ładunku słów w indoktrynacji. a) Technika "co masz popierać, a czego unikać" Indoktrynacja wykorzystuje naszą naturalną potrzeba emocjonalnego dążenia ku temu, co dobre, właściwe, pożądane i odrzucania tego, co złe, niesłuszne, krzywdzące. Manipulując odpowiednio ładunkiem emocjonalnym, indoktrynerzy pokazują nam dokładnie co mamy odrzucać, a co popierać. (przykłady, ss. 54-57)  Technika "pozór wyboru" Indoktrynacja nie musi jednak polegać na prostym wskazywaniu nam, co mamy popierać, a co odrzucać. Niekiedy daje się nam p o z ó r w y b o r u, jak w zawołaniu: Wolicie chować się tchórzliwie za kieckami kobiet, czy jak mężczyźni ruszycie bronić słusznej sprawy? Sam wybierasz, co wolisz. Być zniewieściałym "tchórzem" czy "bronić słusznej sprawy". Inny wariant tej techniki polega na próbie narzucenia nam pozytywnej bądź negatywnej oceny kogoś lub czegoś. Przed odbiorcą stawia się pozorny wybór oceny poprzez, np. zadanie pytania w rodzaju, jak Pan(i) sądzi, czy to, co zrobił X, jest wyrazem jego niekompetencji czy po prostu zwykłej złośliwości? Można też, zamiast pytać, napisać artykuł w gazecie i zatytułować go, np. "Ignorancja czy zwykła złośliwość?". Jakąkolwiek ocenę wybierzemy, będzie ona opisywanego X-a stawiać w negatywnym świetle. Autor pytania (lub artykułu) celowo przemilcza inne, możliwe oceny (interpretacje) zachowania X-a, które stawiałyby go w pozytywnym świetle. c) Technika "my robimy dobrze, a oni źle" Naturalne jest dążenie człowieka do przynależności do pewnej grupy. Dlatego każda indoktrynacja dzieli społeczeństwo na "My" i "Oni". Przy czym "My" robimy i chcemy zawsze dobrze, a "Oni" (nasi wrogowie) robią i chcą zawsze źle. Stąd "My" piszemy o sobie zawsze dobrze, a o "Nich" źle i odwrotnie "Oni" piszą o sobie dobrze, a o "Nas" piszą źle. Tak więc jeśli "My" piszemy o sobie, że "nasze działania są kontynuacją słusznej polityki reform", to oni napiszą o nas, że "jak zwykle niewolniczo trzymamy się dawno przebrzmiałych rozwiązań..." etc. VI. "Patriotyzm", "wolność", "demokracja" - czyli jak ingerować w indywidualny system wartości. Twój wewnętrzny słownik zawiera bardzo wiele pozytywnych słów. Budują one twój indywidualny system wartości. Różne mogą być to słowa, np. wolność, patriotyzm demokracja, tradycja etc. Obok tych słów będą istniały takie, które zdecydowanie odrzucasz, np. obłuda, kłamstwo, chamstwo, etc. Twój system wartości charakteryzuje nie tylko układ tych słów, ich wzajemne odniesienia, i to, które z nich znajdują się w "szufladce na plus", a które w "szufladce na minus" (to, co jest dla ciebie pozytywne, nie musi być takie dla drugiego człowieka). Najważniejsze jest to, że w twoim wewnętrznym słowniku słowa te mają coś więcej niż sam ładunek emocjonalny. Po prostu rozumiesz te słowa w pewien właściwy dla siebie sposób, to znaczy nadajesz im pewne znaczenie. Ale czy zawsze jesteś tego wystarczająco świadomy? Na przykład czytasz tekst: Cóż innego oznacza słowo "demokracja", jak nie władzę ludu? Gdzie mieszka lud - przy reprezentacyjnych ulicach Warszawy, czy jak Polska długa i szeroka, po małych miasteczkach i wsiach? Dość już władzy warszawki i samozwańczych elit! Oddajmy całą władzę w ręce polskiego ludu! Jeżeli nie posiadasz własnego, bardzo wyraźnego rozumienia słowa "demokracja", to indoktrynerom łatwo będzie niepostrzeżenie wbudować określoną treść w puste miejsca. Za pomocą odpowiednio skonstruowanych definicji perswazyjnych wytłumaczą ci, "co znaczy" demokracja, wolność, patriotyzm itd. A nawet jeśli jesteś świadomy znaczenia tych słów, mogą je przekształcić, pokazując ci, co znaczy "prawdziwa demokracja" czy "prawdziwa wolność". Dlatego świadomość własnego systemu wartości, świadomość znaczenia słów, które budują twój system wartości jest niesłychanie ważna. Jest to, ostatecznie, świadomość samego siebie. Przecież pryzmat, przez który oceniasz rzeczywistość, jest ostatecznym wyznacznikiem twoich postaw i zachowań, warunkuje podejmowane przez ciebie działania. Dopiero wówczas, gdy jest on pod twoją świadomą kontrolą, możesz powiedzieć: "Jestem panem samego siebie". Do umysłu w pełni świadomego własnego systemu wartości indoktrynacja nie ma dostępu. Indoktrynacja wdziera się w twój system wartości za pomocą tak zwanych definicji i argumentacji perswazyjnych. Definicje perswazyjne to zabiegi językowe, których celem jest manipulacja ładunkiem emocjonalnym słowa, treścią tego słowa lub dwoma tymi rzeczami naraz. Zilustrujmy te zabiegi przykładem: Oto mamy pewne słowo, obarczone silnym ładunkiem emocjonalnym, np. "parias". "Parias" oznacza w Indiach ludzi stojących na najniższym stopniu drabiny społecznej, żyjących w nędzy, upokorzeniu, często upośledzonych. Parias to "niedotykalny", samo dotknięcie takiego człowieka uważa się za kalające. Nie można podejmować nawet prób zmiany ich losu, nie przekształcając uprzednio społecznego do nich stosunku. Nie można podjąć działania, nie zmieniając stanu świadomości społecznej. Można starć się zmienić społeczny stosunek ludzi do pariasa posługując się definicjami perswazyjnymi. Trzy techniki tworzenia definicji perswazyjnych: 1. Zmiana zakresu słowa definiowanego Słowo obarczone pewnym (w naszym przypadku negatywnym) ładunkiem emocjonalnym zostaje, ale nadajemy mu zupełnie nową treść, a przez to zmieniamy jego zakres, który obejmuje teraz nowe osoby lub zjawiska. Przykładowa definicja pariasa mogłaby brzmieć następująco: "Parias jest to człowiek, który daje się unosić złością, pełen nienawiści, obłudny i zawistny" Definicja ta mogłaby odnieść większy skutek w Europie, gdzie z pewnych względów skłonni bylibyśmy może nazwać człowieka złego, pełnego nienawiści i obłudnego pariasem. Ale nie w Indiach, gdzie słowo to zbyt mocno tkwiło swymi korzeniami w tradycji. 2. Zmiana ładunku emocjonalnego słowa definiowanego. Zachowane zostaje słowo oraz jego zakres, ale dołączamy do niego pozytywny ładunek emocjonalny, dzięki temu słowo o ujemnym ładunku emocjonalnym zaczynamy odbierać jako słowo o pozytywnym ładunku emocjonalnym. W tym przypadku zmienia się treść, ale nie zmienia się zakres słowa - dalej odnosi się ono do tej samej kasty ludzi, ale mówi się o nich inaczej. Teraz przykładowa definicja pariasa mogłaby mieć postać: "Parias jest to wybraniec Boga". W konkretnie omawianej sytuacji również ta definicja nie miałaby raczej większych szans. 3. Zastąpienie używanego słowa innym słowem o odmiennym ładunku emocjonalnym. Tutaj zachowany zostaje wyłącznie zakres słowa, zmienione zaś zostaje samo słowo. W naszym przypadku w miejsce słowa o negatywnym wydźwięku emocjonalnym - "parias", wprowadza się nowe słowo o pozytywnym wydźwięku emocjonalnym - "haridżan" (znaczące tyle co "człowiek boga"), które staje się odtąd nowym określeniem odnoszącym się do ludzi z kasty niedotykalnych. Zakłada się przy tym, że pozytywne skojarzenia emocjonalne związane ze słowem "haridżan" zostaną przeniesione na tych, którzy dotąd nazywani byli pariasami. Mahatma Gandi posłużył się trzecią techniką i na oznaczenie kasty niedotykalnych zaczął używać nazwy "haridżan". Mówiąc o człowieku z tej pogardzanej kasty "haridżan", mówiono o nim teraz "człowiek Boga", a stosunek emocjonalny do tych ludzi niepostrzeżenie zaczął ulegać zmianie. Definicje perswazyjne zmieniają twój "porządek świata". Pokazują, że to, co uważałeś za złe jest dobre albo to, co uważałeś za dobre jest złe lub też zupełnie inne niż sądziłeś. Definicję perswazyjną możesz najłatwiej rozpoznać po tym, że poprzedzona jest często wyrażeniami "prawdziwy", "naprawdę", "rzeczywisty", np. 1) Prawdziwy patriota to ten, kto gotów jest oddać życie za ojczyznę. 2) Rzeczywiste bogactwo uzyskuje ten, kto gotów jest wyrzec się wszelkich dóbr materialnych. 3) Tak naprawdę miłość jest tylko nadzieją dwojga ludzi na wieczne stopienie się ich jaźni. Słówka "prawdziwy", "tak naprawdę", "rzeczywisty" i tym podobne możesz traktować jako sygnały ostrzegawcze: uwaga definicja perswazyjna! Podstępność definicji perswazyjnych polega dodatkowo na tym, że operują często informacją przekazywaną w supozycjach zdań. Mówiąc: "Prawdziwy patriota to ten, kto jest dobrym fachowcem", przekazuję w supozycji informację: "Ten, kto nie jest dobrym fachowcem, nie jest patriotą. Definicje perswazyjne rzadko występują "same". Zazwyczaj mamy do czynienia z całymi tekstami, które "uczą cię", jak masz rozumieć wybrane pojęcie, czyli tzw. argumentacją perswazyjną. Przyjrzyj się takim oto słowom: Po pierwsze, musimy nasz naród uwolnić od beznadziejnego mętniactwa internacjonalizmu, wychowując go świadomie i systematycznie w duchu nacjonalizmu. Po drugie, musimy nasz naród uwolnić od nonsensu parlamentaryzmu, wdrażając go do walki z obłędem demokracji i do uznania niezbędności autorytetu i wodzostwa. Po trzecie, musimy nasz naród uwolnić od żałosnej wiary w obcą pomoc, to znaczy od wiary, to znaczy od wiary w pojednanie narodów, w pokój światowy, w organizacje międzynarodowe i międzynarodową solidarność, niszcząc w ten sposób te idee. (Der Nationalsozialismus, Dokumente. Frankfurt/Main 1957, s. 37, cyt. za T. Pawłowski, dz. cyt., s. 140). Jak w powyższym tekście został "opisany" internacjonalizm, parlamentaryzm, demokracja? Teksty perswazyjne sprawiają tylko wrażenie, że mówią o czymś. Rzeczywistej informacji w tych tekstach nie ma. Stanowią one wyłącznie próbę wymiany treści twojej "wewnętrznej kartoteki słów". Indoktrynacja w sposób bezwzględny wykorzystuje naturalne dążenie człowieka ku temu co dobre i ucieczkę od tego co złe. A co jest dobre? Co jest złe? Mamy "dobre" i "złe" nazwy wskazujące kierunek emocjonalnego ruchu "ku" lub "od". Jeśli nazwy nie napełnisz własną, wyraźną treścią, ktoś inny wskaże ci, ku czemu masz zdążać i od czego masz stronić. Będzie kształtował twoje postawy, wpływał na twoje zachowania i nie spostrzeżesz nawet, kiedy zostaniesz bezwolnym narzędziem do realizacji czyichś celów. A ty? Ty możesz pójść wtedy drogą prowadzącą prosto do przepaści, na której ktoś postawił drogowskaz z napisem "wolność".. Za: http://hotnews.pl/artpolska-801.html
|
|
|
|
|
|
|
Gość_Unicorn_*
|
25/05/2006, 9:42
|
Goście

|
Niedługo padną kolejne "autorytety": QUOTE "W IPN znajdują się dokumenty dowodzące, że z bezpieką współpracowało pięciu wciąż czynnych zawodowo publicystów jednego z największych tygodników opinii" - podało "Życie Warszawy" w artykule o rozpoczęciu przez instytut prac nad "wielkim projektem badawczym" na temat infiltracji przez UB i SB środowisk dziennikarskich, artystycznych i naukowych.
Ciekawe, o który tygodnik może chodzić? Raczej nie o "Newsweek", bo on powstał już w III RP. Drugi z trzech największych tygodników opinii, "Wprost", założony został wprawdzie jeszcze w Peerelu, ale nie potrafię naliczyć w nim pięciu publicystów, którzy od tamtych czasów pozostawaliby w zawodzie. No to? Ech, mniejsza o szczegóły. I tak się ich niedługo dowiemy.
Nie chcę uogólniać dotychczasowych doświadczeń, ale są powody przypuszczać, że kapusiami okażą się osoby szczególnie zaangażowane w walkę z lustracją, wyśmiewające wszelkie rozliczenia z przeszłością i zasłużone w urabianiu antykomunistom gęby oszołomów. I w prezentowaniu lustracji jako czegoś, co z zasady uderzać ma w byłych działaczy podziemia.
Każdy czytelnik pamięta na pewno, bo lały się te brednie ze wszystkich niemal przekaziorów latami: ktoś walczył z komuną, no cóż, złamali go, to jego tragedia, ale jak go można potępiać, gdy tymczasem ci, co nie walczyli, i tak dalej...
Historycy od samego początku mówili, że było zupełnie inaczej, tylko jakoś ich głos nie mógł się przebić do opinii publicznej. Bardzo możliwe, że niedługo nie będziemy już mieli żadnych wątpliwości, dlaczego.
Otóż wbrew kłamliwej legendzie, z premedytacją sfabrykowanej na salonach, środowiska opozycji nie były najbardziej inwigilowane. Gdyby tak było, to w Niemczech czy Czechosłowacji komuniści w ogóle by nikogo nie mogli zwerbować, a werbowali. SB miała za zadanie kontrolować nie opozycję - której istnienia w ogóle w ustrojowych założeniach nie przewidywano - tylko całe społeczeństwo, a zwłaszcza tych, którzy mieli wpływ na jego opinie i kontakty z zagranicą.
To logiczne, że właśnie dziennikarze, artyści i naukowcy byli grupą szczególnie dla SB interesującą. I tam właśnie ulokowała ona najwięcej agentury. Że nie pozyskiwano jej wcale szantażem czy torturami, tylko przeważnie w zamian za paszport, mieszkanie, dobre recenzje, załatwienie druku za granicą, i oczywiście pieniądze, na owe czasy duże. I że co najmniej wielka część owej agentury, jak pokazują przykłady Andrzeja Szczypiorskiego czy księdza Czajkowskiego, po Okrągłym Stole nie pozostała bezczynna, ale włączyła się, jako Autorytety Moralne, w promowanie odpowiedniej, korzystnej dla nich samych i ich mocodawców wizji przemian.
Robiła to poczuciu całkowitej bezkarności, w przekonaniu, że archiwa spłonęły, a tego, co zostało, Adam nigdy nie pozwoli otworzyć. Ze względów, oczywiście, wyższej etyki i z troski, żeby nie krzywdzono ludzi. A tak naprawdę - w swoim najlepiej pojętym interesie, wiedząc, że ujawnienie prawdy o bezmiarze łajdactwa środowiska, na którym się opierał, będzie końcem jakiegokolwiek wpływu tegoż środowiska na Polaków.
Szczęśliwie, ten koniec się zbliża. I nikt go nie zatrzyma Za:http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news?inf=751650 Tak trzymać. Ciekawe o jaki tygodnik chodzi? Polityka;-) a może niszowy Przegląd?  To smutne gdyby moi ulubieńcy okazali się agentami wpływu...J. Żakowski czy J. Paradowska  QUOTE 6.5.. Wedle inf. autora, w latach 80., wśród ok. 9 tys. dziennikarzy, służby specjalne MSW [departamenty I, II, III i V] dysponowały 500 rezydentami, z których każdy obsługiwał 10-12 agentów. Po 1990 r. ocenia się, że w prasie, radiu i TV pracowało[uje] ok. 1200-1500 osób związanych w przeszłości ze służbami specjalnymi PRL i ok. 20-40 osób związanych ze służbami b. ZSRR Za: http://www.piecuch.pl/
|
|
|
|
|
|
|
Gość_Unicorn_*
|
3/06/2006, 16:11
|
Goście

|
Aby nie być gołosłownym... http://www.glos.com.pl/strona/agenci_dziennikarze.htmlKojarzycie Wojnę? 21. Wojna Ryszard, 1952-63, brak możliwości, Dep. III; 34. Tuszyński Bohdan, 1963-70, wstąpił do PZPR, Dep. III; 38. Skalski Ernest, 1966-79, rezygnacja jednostki operacyjnej, Dep. III, (Głos Pracy); Pan coś znajomy...
|
|
|
|
|
|
|
  |
|
|